Instrukcja obsługi pralki mechanicznej



Niniejszy darmowy ebook zawiera fragment
pełnej wersji pod tytułem:

„Instrukcja obsługi pralki mechanicznej”
Aby przeczytać informacje o pełnej wersji, kliknij tutaj




Darmowa publikacja dostarczona przez


darmoweebooki24.pl



Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez Wydawcę. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody wydawcy. Zabrania się jej odsprzedaży, zgodnie z regulaminem Wydawnictwa Złote Myśli.


© Copyright for Polish edition by ZloteMysli.pl

Data: 18.02.2008


Tytuł: Instrukcja obsługi pralki mechanicznej (fragment utworu)

Autor: Jacek Skrzypacz

Wydanie I



Projekt okładki: Marzena Osuchowicz

Korekta: Anna Popis-Witkowska, Sylwia Fortuna

Skład: Anna Popis-Witkowska


Internetowe Wydawnictwo Złote Myśli sp. z o.o.

ul. Daszyńskiego 5

44-100 Gliwice

WWW: www. ZloteMysli.pl

EMAIL: kontakt@zlotemysli.pl


Wszelkie prawa zastrzeżone.

All rights reserved.



Instrukcja obsługi

Przed Tobą nowy model pordzewiałej pralki Złomlux. Jeśli się zasta­nawiasz, drogi Użytkowniku, dlaczego na okładce jest inne zdjęcie, to śpieszę udzielić Ci informacji — otóż.... To tylko jawna propaganda, aby udać, że nie pokazujemy w lepszym świetle zdobyczy Twej!

Z przyczyn technicznych pominiemy jednak ten mało znaczący wą­tek, że nie mieliśmy — najpospoliciej na tym świecie — czym wypeł­nić szpalty. Zaraz zaczniemy udawać, że jesteś prostym człowiekiem, niezdolnym do myślenia. My, to znaczy ja, sztuk aż jeden, mający wątłe aspiracje do bycia znawcą rzeczy, usiłujący cały czas schować pod dywan jawne przykłady swej niewiedzy, pragnę na początek uka­zać Ci to, czym charakteryzuje się Twój Złomlux.

Jeżeli sądzisz, że to kłamstwo, plugawienie, urąganie Twojej inteli­gencji, dobremu smakowi, typowe „wciskanie kitu” i nabijanie w bu­telkę to musimy donieść — ja, sztuk jeden — że TAK, masz rację! Z tą radosną myślą, po jakiej zapewne czujesz się jak w skowronkach, za­praszam do dalszej lektury chaosu literackiego o wartości licho wie jak niskiej.

Mimo to warto iść za tłumem, być trendy, a nawet jazzy — i zamiast rozmyślać, co się kryje za pokrywą pralki, zdać się na senny opis, ra­dośnie płodzony w domowych pieleszach. Uwaga! Tutaj powinienem dodać, że jestem alkoholikiem z kilkuletnim stażem bądź też wysze­dłem z klaustrofobicznego świata wyzwolonego przez narkotykowy cug, przyznać się do innej orientacji seksualnej, napisać political fic­tion czy dalej udać się wesołą drogą popularnych pisarzy.

Niestety, muszę srogo Cię zawieść, mój — mający dalej, jak dotąd, nerwy mocniejsze niż postronki — Użytkownikoczytelniku. Czeka Cię podróż w optymistyczny świat, gdzie nauczysz się prać swoje życie i wywabiać brudy za pomocą chałupniczych metod mojej... chwila... Cenzor, używamy mocnego, tfu! modnego słowa, sic!, rodzimej dzia­łalności. Dobrze, bez komunistycznych banialuk, twierdzenia, że na­stąpił popis głupoty w rządzie, czy też innych doniesień zalewających Cię zewsząd.

Zaczynamy prać!

Spoglądanie na stan techniczny pralki

Jak wiadomo, prawda ludowa i zaiste tak oczywista, że trudno o niej nie nadmienić, by zapełnić kolej­ną stronę...

Cenzor, co Ty z tym, yyy?! Won do lasu! Ja tu o czym innym chcę na­pisać. Przepraszam za małą wpadkę z Cenzorem, jeszcze urządza cza­sem te swoje knowania i usilnie stara się poprawiać mój tekst! Dobrze, wracamy do początku.

Wiadomo, nie każdy urodził się politykiem czy złodziejem, chociaż mógłbym się zastanawiać, czy czasem nie piszę o tym samym, lecz sens tutaj inny. Łatwo dajemy się sprowadzić na manowce, że jeste­śmy tacy a tacy, a tutaj przecież położono na szali nasz los, w tych wielorakich procesach opisywanych przez nauki literackie — czy mo­że poprawniej: humanistyczne — które tak nam wyznaczają, co my możemy i gdzie się nadajemy.

Tworzone są profile, a z nas robi się maszyny. Zaczynamy czcić staty­stykosanktuaria, gdzie pielgrzymujemy, aby znaleźć coraz to wzmac­niające się procenty, szereg liczb ustawiony w wojskowym rządku. Ocenia się nas. Zaczyna się od tych kilku lat.

Lądujemy w szkole, uczymy się, że im lepsza ocena, tym bardziej istotna nasza wartość. Tak chętnie siadamy z tymi papierami — cer­tyfikaty, świadectwa, jakby w modlitewniku nowych liczb, jeszcze nam nieznanych, w gąszczu paragrafów, znajdował się nasz los. Po­dziwiamy postacie o najwyższych notach skali 1–6. Ma 6, łaaaaaaaa­aaa, co za radość! Padnijmy w pokłonie i wznośmy w podzię­ce ręce do nieba. Później wychodzi taki kretyn, co miał 3+ z fi­zyki, nazywał się Einstein i powywracał świat do góry nogami. My wtedy stajemy w zachwycie: łaaaaaaaa, geniusz!

Gdy się obudzimy z tego zachwytu i mowy, jak to pięknie, wspaniale, niezaprzeczenie cudnie, no — aż tylko rozwolnienia można dostać i pomodlić się do klopika. Co innego mogę zrobić ja, szary człowie­czek? Na początek przestać słuchać ignorantów, którzy mówią „nie można, niemożliwe!” i usiąść na tyłku, znaleźć cel i działać. Proste? Wiem, to tak trudne, że szkoda już pisać, rozejdźmy się do domów.

Kto Ci wmawia, że jesteś wspaniałym człowiekiem? Kto ma Ci mó­wić, że coś potrafisz1? Użytkowniku, jesteś beznadziejnym, żałosnym baranem dającym się wpuścić w maliny i do tego cieszącym się z te­go! W ręce kolejna „Potęga podświadomości”, motywujący do działa­nia poradnik, obok psychologiczny poradnik, dalej nadzwyczajny po­radnik o… Jesteś obłożony książkami jak bunkier na pierwszej linii frontu, a brak Ci jednego — wiary w siebie! Prosisz świat o wybacze­nie i szukasz w nim litości.

Zasady są proste. Świat to nie jakaś iluzja, to organizm z krwi i kości otaczających Cię ludzi. Kiedy zrozumiesz, że urodziłeś się obciążony winą odpowiedzialności za siebie, znajdziesz klucz do życia i działa­nia, by móc zmieniać świat! Reguły jednak są brutalne: obojętność Twoja rodzi obojętność świata. Zapomnij, jeśli czytałeś, Użytkowni­ku Złomluxa, o tym, co wiesz z mądrych książek, trzeba stać się ist­nym czarodziejem, niepoprawnym marzycielem i zrobić krok do przo­du, działać i działać!

Jutro to mogą Cię pochować, zacznij działać. Dziś. Szukaj swojej drogi, bądź sobą. Jeśli sądzisz, że nie będzie łatwo, to wiedz, iż chcieć znaczy móc. Na tabliczce znamionowej Złomluxa, tej pordze­wiałej, której nie widzisz, napisano jedno:

Jedyne, co nas ogranicza, to my sami!

Podprogram pomocniczy:
Łamanie błędnego koła

Jadąc w deszczowy dzień samochodem, musisz włączyć wycieraczki, albowiem w innym wypadku zaleje Cię potok deszczu — czy to nie jest oczywiste? Proste — więc czemuż nie zastanawiasz się, jak spro­wadzić do prostych stanów swoje życie?

Nawet potężne korporacje, mające dżungle wieżowców na swych usługach, złaknione potęgi, czynią potężne plany, one zaś kończą się jednym fuzyjnym podpisem. U Ciebie to jednorazowy program pio­rący: wrzucić rzeczy do bębna, wcisnąć guzik, przeprać, poczekać na odwirowanie, dać chwilę spokoju.

Nawet jeśli nie uda Ci się za pierwszym razem wyprać, co tylko za­pragnąłeś, Użytkowniku, tak możesz ustrzec się jednego błędu– przegranych ludzi, bezdziałania i czekania na zbawienie.

[Cenzor: Dodam tutaj małą opowieść.

Kowalski klęczy w kościele i żarliwie modli się, prosi Boga:

Panie, pozwól mi wreszcie wygrać!

Wychodzi, następnego dnia pojawia się, siedzi dłu­żej, wkłada jeszcze więcej wysiłku w swoją prośbę, klęczy, odmawia jeden, drugi różaniec i zanosi wciąż tę prośbę:

Panie, pozwól mi wreszcie wygrać!

Następny dzień, przyszedł wcześniej, modli się jeszcze żarliwiej, spędza cały czas na modłach. Odmawia wszystkie znane mu modlitwy — raz, drugi, trzeci, powtarza, spędza cały dzień w kościele, na koniec dnia zaś prosi po raz ostatni:

Panie, pozwól mi wreszcie wygrać!

Na to wreszcie Bóg nie wytrzymuje i grzmiąc z ob­łoków, woła:

Kowalski, ale dałbyś mi wreszcie szansę! Kupił­byś ten los!

Żart znany mi od kilku lat...]

O! Raz się Cenzor przydał, ten mój uwielbiany doradca...

[Cenzor: O... Już widzę, jak mi kaktus rośnie.]

... co dosłownie żyć bez niego nie umiem. Co widzisz w tej opowieści?

Czy czasem nie ma tam Ciebie? Użytkownik Złomluxa, grata kupio­nego/otrzymanego2, który siedzi przed maszyną, obok rosnące bru­dy, wypadające już z kosza, czeka na cud?! Daj sobie szansę, czy nie czujesz w sobie tej wartości, tej powinności, co zrodziła się dawno w Tobie, tej chęci lepszego życia, sukcesu?


Jak zaczyna się najdłuższa droga?

Od pierwszego kroku!


Jak zaś zrobić pierwszy krok? Instrukcja na następnej stronie.

UWAGA! Wykonywać dokładnie!

Instrukcja pierwszego kroku Złomluxa

Dla potrzeb Użytkownika, w nowej, poprawionej wersji Instrukcji (zwrot reklamowy, tani chwyt marketingowy, lecz muszę się jakoś sprzedać, a Cenzora, tego… yyy… dobrego człowieka?! opłacić) umieszczam instruktaż kroku pierwszego.

Wymagane rekwizyty:


  1. Odnóże bądź inna część ciała używana do przemieszczania, rol­ki, łyżwy, kołki na wampiry też wchodzą w grę.

  2. Odnóże z wyposażeniem:

  • Część powierzchniowa dolna — stykająca się z podłożem, po­smarowana przy części tylnej smarem z masła dla lepszej przy­czepności do podłoża, z przodu mile widziane wyposażenie w dolnopalcoskórę. Ta część ciała merda3 podczas ruchu (wy­ja­śnienie dla bardziej ciekawskich Czytelników).

  • Część powierzchniowa górna — niewymagana przy chodzeniu, ale mile widziana ze względów estetycznych — spytaj, Użyt­kowniku, estety, on wyjaśni.

  • Merkaptan butylowy — jedna z najsilniej śmierdzących na świecie substancji z rodziny wstrętnoodorowych. Dla mniej wtajemniczonych — pod tym terminem ukrywa się wydzielina obronna skunksa. Ewentualnie, w przypadku problemów ze zdobyciem, może zostać zastąpiony lokalnym odpowiednikiem. Wymagania: ma śmierdzieć niemiłosiernie4.

  • Ochraniacz na zęby — w przypadku spotkania z tą dziczą wy­chodzącą z kin i teatrów, niedającą żyć kulturalnym kibolom.

  • Optymizm w kapsułkach — dostępny w sprzedaży wysyłko­wej na stronie www.kuptascieme.pl/optymizm-w-kapsul­kach/klient/zdzieramy.htm.

  • Buty z antyradarem — na wypadek przekroczenia dozwolo­nej prędkości, tj. 120 kroków/but*liczba odnóży.

  • Prowiant — gdyby nam długo zajęło…

  • Grupę wsparcia Ludzie Robiący Pierwszy Krok z pomocnicą zwącą się Wanda Lem — jest to rasowy pomocnik, doświadczo­na w niezliczonych starciach z policją, znaczy, w dyskusyjnym klubie stadionowym, m.in. w ostatnim, odbywającym się na Li­twie w bardzo przyjaznej atmosferze, gdzie dwie zaprzyjaźnio­ne drużyny, kibicujące przeciwnym zespołom, oddają się dłu­gim konwersacjom i dywagacjom5. Mając doświadczenie w „butowaniu6” z użyciem „glanów7”, potrafi „odcisnąć buta na tyłku8”.

  • Czekolada gorzka — zastępnik optymizmu kapsułkach9.


By zrobić pierwszy krok:

  1. Za pomocą dłoni pomacaj podłoże, by ocenić możliwość wykona­nia kroku. W tym celu kucnij, zwilż językiem dłoń po wcześniej­szym na nią splunięciu10, obmacaj beznamiętnie otoczenie. Określ stan solności i zdolności adaptacyjnych Twej, Użytkowniku, stopy do powierzchni nośnej kroków. By tego dokonać, powąchaj rękę od strony spodniej, zwilżając część górną w celu testu na kierunek wiatru.

  2. Bądź egoistą i czyń to samotnie — z niewiadomych przyczyn część naszych respondentów deklarowała przymusową wizytę na od­dziale psychiatrycznym. Zalecamy zatem samotność.

    [Cenzor: Też. A skoro o tym mowa, to samotny cenzor pozna uroczą Cenzorkową. Pasja: poprawia­nie tekstów wszelakich, ortografia i interpunk­cja. Wymagania: znajomość literatury brzydkiej i szkaradnej, mała, niska, wstrętna, mająca wyraźną nadwagę i brzydki uśmiech.]

  3. Poproś kogoś pewniejszego od Ciebie, by zrobił krok dla Ciebie, bowiem jeśli nie uzmysławiasz sobie, że wszystko jest takie po­zbawione trudności, cały świat klęka przed Tobą i pozwala dzia­łać, co tu jeszcze robisz? Co wybierasz?

  4. Daruj sobie cały ten opis, zrób pierwszy krok. Co z tego, że mogłeś się, Użytkowniku, zachwiać lub zabrakło Ci sił i [wpisz wymówkę]? Ważne, że go zrobiłeś! Użytkownik, iść! Miodzio, po reklamach ciąg dalszy…

Dopisać tutaj jeszcze coś?

A masz miejsce, gdybyś wpadł, Użytkowniku, na coś interesującego w związku ze Złomluxem. Zapisz, podpisz się, trudno będzie się wy­cofać z pierwszego kroku!

Miejsce na Twój tekst:


................................................................................................................

................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................


Podpis Użytkownika

Materializm

Matka zawsze mi powtarzała: „Zostań kimś”. Słuchałem jej. Dosze­dłem do czegoś, mam żonę i dziecko, dobrze się nam powodzi. Dużo pomógł mi ojciec, zarobił na mój kurs MBA, pozwolił mi tym samym, dając szansę, odmienić swoje życie. Jednak wiecie, jakie jest życie menadżera — szybkie.

Beztroskie chwile zastąpiłem karierą. Nauczył mnie tego ojciec, niechętny do opowiadania o swojej przeszłości, zmarł na zawał czy na marskość wątroby, trudno mi powiedzieć. W chwili jego zgonu uczyłem się zajadle do egzaminów, byłem na jakiejś mieszance nar­kotyków połączonych z lekami.

Miałem niezwykłe wizje, ale szło mi dobrze, niezwykle szybko zapa­miętywałem, szokowałem wykładowców, bowiem potrafiłem z inter­punkcją odtworzyć dowolną książkę, którą przeczytałem — na po­czątku. Później zacząłem kłamać. Udawałem, że jestem na studiach, dzień za dniem, chlałem, nikt się nie zorientował, wspaniałe życie.

Mając pieniądze, pamiętaj, masz w tym życiu ludzi. Nieważne, ile są warci, otaczać Cię, Użytkowniku, będzie tylko syf, nie wyjdziesz z te­go, jest to niemożliwe. Mówię Ci, jestem tego dowodem, lecz czym mam się przejmować? Tym, że stałem się na koniec męską prostytut­ką?

Pieniądze, przeznaczone rzekomo na kurs MBA, poszły na spłatę długów. Na detoksie poznałem ją, taką jak ja, narkomankę. Miała w sobie jednak niespotykaną rzecz, snuła ciągle opowieści, tak przekonująco argumentowała, iż chcę odmienić swoje życie, że nie potrafiłem się jej przeciwstawić. Uwiodła mnie swoją beztroską, śmiałym spojrzeniem i wiarą w nowy dzień.

Odnalazłem się na świecie jako miniony menadżer, tak pisałem na kartkach do domu, a widok mnie w drogim garniturze kończył ewen­tualne wątpliwości. Chciałem tylko dla niej żyć, więc sprzedawałem swoje ciało. To ona mnie do tego nakłoniła. Bez oporów słuchałem jej słów, tych kwiatów, jakie wydzielała nimi, tego życia bijącego w niej. Obdarowywałem ją, by ona nie musiała pracować, bowiem — tak jak i ja — nie miała wykształcenia, znaczy — nie skończyła jakieś katolickiej szkoły, niespełniona teolożka.

Dawałem jej, czego tylko zapragnęła. Zaczynając od biżuterii — po rozporządzanie moim ciałem. Reszta była mi obojętna, chciałem ją wypełnić szczęściem, obdarować miłością. Przestała mi przeszkadzać miłość z mężczyznami — jeśli tylko dawała mi przeżycie i jej szczę­ście, to czego więcej chcieć?

Słoneczny dzień, ale zgubiłem słońce, zasłonił je potok moich łez. Odeszła ze swym chłopakiem. Ja zaś pozostałem, zatopiony w nie­spotykanym bagnie. Udawała, przybrała kamienną twarz, wyszu­kując wśród narkomanów, gdzie prowadziła detoks, łatwe cele, uwodziła i sprzedawała. Dostawała prowizję ode mnie.

Próbowałem uciec, posiniaczony wylądowałem w szpitalu. Rzezi­mieszki, postacie spod najczarniejszej z najczarniejszych gwiazd. Bez cienia skrupułów odarli mnie z reszty człowieczeństwa, świadomości. Przesadzili, strach kazał przenieść alfonsowi mojej byłej dziewczyny swój interes, czego szybko dokonali, gdyż mieli znajomości u polity­ka. Posiedli na niego haczyk, śmierdząca sprawa rodzinna, szantaż groźbą skandalu obyczajowego. Informator i dziennikarz, co sprze­dał sumienie za garść monet — skazali go.

Kląłem, stworzyłem nową ideę. Wykreowałem nowy świat, puściłem w bieg maszynę i obdarłem z godności, zacząłem niszczyć człowie­czeństwo. Prostym słowem, zabójstwem ich dusz, w zemście za mą rodzinę.

Jak skorzystać z wiedzy zawartej w pełnej wersji ebooka?



Więcej porad dotyczących zmiany spojrzenia na życie znajdziesz w pełnej wersji ebooka. Zapoznaj się z opisem na stronie:

http://kolorowe-zycie.zlotemysli.pl/





Pozbądź się ograniczających przekonań
i pomaluj swoje życie kolorami tęczy!



Polecamy także poradniki:





Efekt Motyla – Kamil Cebulski



Jak jedna decyzja może wpłynąć na całe Twoje życie i zaważyć nad biedą lub bogactwem?


Poznaj młodego człowieka, z niewielkiej miejscowości, który w wieku 21 lat przekroczył barierę 1 miliona złotych obrotu w swojej firmie internetowej... i chce się podzielić z Tobą swoimi niezwykle wartościowymi doświadczeniami oraz przemyśleniami.


Więcej o tym poradniku przeczytasz na stronie:
http://efekt-motyla.zlotemysli.pl


"Serdecznie polecam książkę. Szczególnie ludziom, którzy nie wierzą w to, że w Polsce można dobrze zarobić. Książka pokazuje realia - a konkretnie przekazuje to, że ciężka praca jest początkiem osiągnięcia sukcesu. Naprawdę warto skorzystać z rad Kamila Cebulskiego, gdyż jest on żywym dowodem swojego sukcesu."

Wiesław Tabaka 22 lata, absolwent studiów wyższych


Odrodzenie Feniksa – Nikodem Marszałek



Poznaj sekrety zwykłych ludzi,
którzy osiągają niezwykłe rezultaty


Bycie zwycięzcą jest nastawieniem, sposobem życia. "Odrodzenie Feniksa" to naukowe podejście i jednocześnie ćwiczenie jakie powinieneś poznać. Jeżeli rozpoznasz i zaczniesz rozwijać to co już masz - zadziwisz innych.


Więcej o tym poradniku przeczytasz na stronie:
http://feniks.zlotemysli.pl


"To jest to czego mi było potrzeba. Polecam tego ebooka wszystkim, którzy nie wiedzą jak i co zrobić ze swoim życiem."


Michał Waszczyk, student



Zobacz pełen katalog naszych praktycznych poradników

na stronie www.zlotemysli.pl


1 Biorąc pod uwagę wrodzoną skromność dodam, no jasne, że JA, JA i jeszcze raz JA!!! Dziękuje za uznanie dla mojej skromnej osoby i czytanie mojego pierwsze­go przypisu. Wbrew oczekiwaniom Wydawcy, są przyjazną formą komunikacji z drugim człowiekiem i zamierzam je dalej stosować. Widzę, że Tobie się nudzi, bo jeszcze nie wróciłeś do głównego tekstu. Hej, czytać dalej! Co Ty, Użytkow­nik, w kulki lecisz?!

2 Niepotrzebne zamazać rudym flamastrem.

3 Bliżej nie jest znane pochodzenie tego niecodziennego terminu medycznego. Zdaniem prof. Ściemowicza, wybitnego znawcy ściemy i medialnej tandety ser­wowanej nam przez bliżej nieokreślone, pełne machlojek i przekrętów ośrodki badania opinii publicznej, jest to: „Wyraz pochodzenia polskiego, znany z pism Żula Anonima, z jego barwnych opisów polskiej kultury. W jednym ze swoich pism ten wybitny historyk opisuje, jak obalony przez Soplicę szlachcic Merda spod Katowic zaczął wykonywać konwulsyjne ruchy nogami, usiłując wstać. Z pijackiego delirium ukuto termin dla ruchów palców, gdyż stężenie alkoholu, wielokroć przekraczające polskie normy spożycia, uniemożliwiło zajęcie mu po­zycji wertykalnej, zmuszając go do pobytu w horyzontalnej. Dla lepszego zrozu­mienia tego ruchu, polecam wizytę pod sklepem monopolowym i obserwacje niezwykle pilnujących norm spożycia współczesnych żuli” (Z. Ściemowicz, „Ba­danie nad pochodzeniem ściem polskich”, Wydawnictwo Skorumpowanych Na­ukowców im. Bralczyka i Miodka, Siemiatycze Śląskie 1997, s.23).

4 Przypis konsultanta: śmierdzieć niemiłosiernie — sformułowanie oznaczające odór rozkładających się skarpetek, noszonych przez tydzień, przemoczonych rzecz jasna, z dziurą wielkości jednopensówki na obu piętach (zapewnia odpo­wiednią prędkość rozpadu i stężenie zapachu określone przez formułę Gnijących Skarpetek — sprawa ETS nr 2/72 z 1984 r.).

5 Przedstawiają w nich swoje racje w sposób pełen życzliwości i odznaczający się niezwykłą kulturą oraz zajadłością dyskusji między policją i stronami. W celu obrazowania myśli interlokutorów często są stosowane narzędzia pomocnicze, takie jak siekiery, łańcuchy i pały. Przy ich użyciu łatwiej uzmysłowić oponen­tom racje tych dżentelmeńskich, pełnych ogłady i kultury młodych ludzi, cenią­cych na równi z intelektualną dysputą, niepozbawioną spokoju i rzeczowej argu­mentacji, przykład prawdziwego, już rzadziej spotykanego, doceniania tężyzny fizycznej i zdrowotnej roli wysiłku cielesnego.

6 Tak potocznie określa się życzliwą wymianę zdań w obrębie stadionu.

7 Slangowe określenie intelektualnej śmietanki stadionowej na ciężki argument mediacyjny.

8 W celu wyjaśnienia slangu, jakim śmiałem się posłużyć, by pokazać szeroko opisywaną i popularną kulturę tych intelektualistów, wyjaśniam, że „odcisnąć buta na tyłku” znaczy przedstawić niepodważalny argument naszych racji.

9 Tajemnicą poliszynela, znaną zapewne zwłaszcza wszystkim kobietom, jest fakt, że optymizm w kapsułkach to robocza nazwa słodyczy, szczególnie gorzkiej czekolady. Z powodu nieznanego układu tropionego przez grupy rządzące scho­wano do tajnych akt te dane, by nadmiernie nie zwiększać sprzedaży! Bądźmy przeciw walczącym ze słodyczami! Walczmy ze smutkiem za ich pomocą! Tak nam dopomóż czekolado!

10 Najlepsze splunięcie uzyskujemy po przemyciu ust wodą ze zdechłym czosn­kiem, duszonym gołymi rękami.